Pilatus: przełęcz z kaplicą — widoki i kara

Góry czasem każą człowieka.

A było tak. Szczyt Pilatus kusi, jak się na niego patrzy z Lucerny. Wznosi się nad nią majestatycznie obiecując wspaniałe widoki, mimo tego, że jak na warunki alpejskie nie jest zbyt wysoki (2128) i obrośnięty cywilizacją w postaci hotelu na grani szczytowej, do którego można wjechać kolejkami. Zdecydowałem się na niego pójść (i potem zjechać). Ale pogoda nie sprzyjała. Tego dnia, kiedy miałem go w planach, padało i wiało i szczyt był skryty w potężnych chmurach. Następnego dnia musiałem już wyjeżdżać z Lucerny po południu, a co więcej tylko rano miała być znośna pogoda, a potem totalna zlewka. Zdecydowałem się na opcję kompromisową — wjadę na górę szpanerską kolejką linową i spróbuję trochę pochodzić w okolicy szczytu.

Ale, żeby gdzieś sensownie chodzić w okolicy szczytu to trzeba zejść. Najbardziej kuszący był kierunek malowniczej przełączki z białą kaplicą. Ale zejście było nie-byle jakie. Strome i piarżyste. Więc pokarał mnie ten wjazd na górę i konieczność schodzenia. Zsunąłem się kilka metrów w dół, na pamiątkę zabierając dwie urocze blizny na przedramieniu. Tak to jest, gdy zamiast uczciwie wejść, się wjeżdża.

Ale za takie widoki, to ja mogę być tak karany.

(czerwiec 2018)