Columbus, OH: centrum — strach, nadzieja i postęp

Niewiele można ze sobą zrobić w Columbus, OH, choć przecież to prawie milionowe miasto. Starczyło mi tego z trudem na jeden dzień bycia osobą towarzyszącą dla mojej mamy na jej konferencji. Nie ułatwia zadania powietrze, które oblepia to miasto wilgotno-gorącą masą. A niby to północ.

Idąc, oczywiście, idealnie prostokątną siatką ulic, można szukać wytchnienia w centrum, gdzie mrożona kawa jest sprzedawana w kubkach o rozmiarach, które w Europie musiałyby się nazywać XXXL. Plus dla kwiatów otaczających budynek stanowego parlamentu i stary kościół — oba zupełnie przyćmione wysokościowcami, które mimo wszystko pretensjonalnie zajmują idealnie kwadratowy obszar w tym, wszędzie indziej, dwupiętrowym mieście. Ulgi można też szukać w dawnym miasteczku niemieckich imigrantów na południe od centrum, które zachowało swój klimat z czerwonej cegły przeplatanej soczystą zielenią i związanym z nią cieniem.

Najbardziej jednak ulgę przynosi klimatyzacja. Na przykład w COSI — centrum nauki po drugiej stronie rzeki (na moście rzeźba jelenia, który chyba myśli o popełnieniu samobójstwa, przechylając się przez barierkę). Centrum nauki jest skrzyżowaniem centrum nauki w stylu Kopernika z parkiem rozrywki. Można tu strzelać z działek wodnych, ale można też zobaczyć przekrój przez sekwoję pamiętającą prawie 2000 lat. Na odtworzonej ulicy z Dzikiego Zachodu w jednym z domów wiszą makatki. O rozwoju, strachu i nadziei.

(lipiec 2018)