Szkic bardzo wstępny. 4:17PM 11/13/96

 

Miedzy dyscyplinami wiedzy a zawodami

Stefan Jackowski

 

Próby zmian programów kształcenia uniwersyteckiego zawsze prowadzą do pytania do czego ma być przygotowany absolwent uczelni. Tytuł magistra i licencjata są w definicji ustawy tytułami ZAWODOWYMI, w odróżnieniu od doktorskich stopni NAUKOWYCH i tytułu naukowego. Niestety nie znam literatury w której dokonuje się wykładni tego zróżnicowania. Obserwuję jednak praktykę w której doskonała praca magisterska to taka, która faktycznie jest rozprawą naukową. Co więcej magisteria otrzymuje się w zakresie kierunków studiów, których spis przypomina raczej wykaz dyscyplin wiedzy niż listę zawodów.

Spróbujmy sobie zdać sprawę z rozróżnienia między zawodami a dyscyplinami wiedzy na przykładach bliskich nam nauk matematycznych. Niewątpliwie matematyka jako całość oraz jej działy takie jak Analiza, Geometria, Algebra są dziedzinami wiedzy, podobnie Informatyka a w jej ramach Teoria Algorytmów, Języków Programowania itp. są dziedzinami wiedzy. Natomiast nauczyciel matematyki (wszystkich stopni), aktuariusz, analityk finansowy, numeryk to przykłady zawodów do wykonywania których potrzebna jest wiedza matematyczna. Podobnie wiedza informatyczna jest potrzebna do wykonywania zawodu programisty czy administratora systemów lub twórcy systemów informatycznych do obsługi konkretnych zakresów działalności. Sięgając do znanej mi skądinąd palety zawodów prawniczych można wymienić sędziego, adwokata, prokuratora, radcę prawnego, specjalistę ds. penitencjarnych, urzędnika administracji państwowej itp. podczas gdy na liście kierunków studiów znajdujemy jedynie dwa kierunki: prawo i administracja.

Spis zawodów, dokonany 'z natury', istnieje, tak jak istnieje ustalony znacznie bardziej arbitralnie przez RG SZW spis kierunków studiów. Spisy te dalece się nie pokrywają. Nie wdając się w szczegółową definicję zawodów i dziedzin wiedzy zaryzykowałbym pogląd, że do wykonywania rozmaitych zawodów potrzebna jest pewna znajomość rozmaitych dziedzin wiedzy i bliskie zawody różnią się proporcjami stanowiących ich podstawy dziedzin wiedzy. Np. istnieje znacząca wspólna podstawa wiedzy psychologicznej, pedagogicznej i szerzej społecznej potrzebna nauczycielom zupełnie różnych przedmiotów.

Nie wszystkie pożyteczne zawody wymagają wykształcenia akademickiego w zakresie jakichś dziedzin wiedzy. Np. stolarzowi znajomość podstaw biologii (o drzewach) i geometrii w zakresie szkoły średniej całkowicie wystarczają do wykonywania swego zawodu.

Uniwersytet nie jest w moim przekonaniu miejscem, gdzie uczy się jakiegokolwiek zawodu, aczkolwiek w rozmaitym stopniu przygotowuje się studentów do różnych karier zawodowych. Nauka zawodu, od stuleci, następuje poprzez przyuczanie, czeladnictwo. Jest to wspólny, bardzo ważny fragment dla edukacji stolarza i ślusarza a także adwokata, lekarza, nauczyciela itd. Często zarzuca się uniwersytetom, że nie przygotowują dobrze nauczycieli. Ale czy wyuczają lepiej jakiegokolwiek zawodu, poza być może, właśnie przez przyuczanie, nauczyciela akademickiego i badacza. W dodatku przygotowanie do tego zawodu jest z natury rzeczy najbardziej monodyscyplinarne.

Mimo, że uważam pro-zawodowe zorientowanie wykształcenia uniwersyteckiego za zadanie palące, to byłbym przeciwny zamianie audytoriów na czeladnicze warsztaty, choćby nawet hi-tech.

 

Elementem profesjonalnej perfekcji jest wszechstronna znajomość szczegółów materii, doprowadzenie 'do automatyzmu' potrzebnych czynności i procedur. Natomiast ważnym elementem akademickiego podchodzenia do problemów jest krytycyzm, kontestowanie zastanych rozwiązań i otwartość na nowe idee. Wydaje mi się, że istnieje głęboka różnica w metodologii pracy badaczy a 'umysłowych robotników', którymi zostaje większość absolwentów uczelni na całym świecie. Uniwersytet nie jest miejscem gdzie można i należy odbywać zawodowe szlify, jeśli nie planuje się zostać badaczem lub nauczycielem akademickim.

Uniwersytet powinien dbać o wysoki standard podstawowego dla poszczególnych zawodów wykształcenia. Dbałość o poziom adeptów poszczególnych zawodów pozostawiłbym np. odpowiednim korporacjom i instytucjom wydającym licencje na wykonywanie rozmaitych zawodów. Poziom 'profesjonalisty' mogą najlepiej ocenić mistrzowie danego zawodu a niekoniecznie nauczyciele akademiccy. I tak faktycznie się dzieje w zawodach o długich tradycjach korporacyjnych.

Pro-zawodowe zorientowanie uniwersytetu powinno polegać przede wszystkim na zastanowieniu się jakie dziedziny wiedzy i w jakim zakresie są konieczne do wykonywania poszczególnych zawodów. Powinniśmy odrzucić myślenie w stylu: “czyż matematyk może nie wiedzieć co to jest przestrzeń topologiczna?" na które chóralnie odpowiadamy NIE. Bo matematyk to w istocie nie jest zawód, a jeśli myślimy o tym słowie jako nazwie zawodu, to nie wybiegamy faktycznie poza nauczyciela szkoły średniej lub wyższej i badacza.

Wyłania się stąd pewien model (bardzo uproszczony, ale to jako matematycy lubimy) postępowania przy układaniu ścieżek studiów uniwersyteckich:

Sadze, że ten może nawet nieco strywializowany model pokazuje jak próbować rozwiązać problem, który wszyscy odczuwamy: arbitralności i nieprzystawalności do rynku pracy programów studiów.

Ten tekst powstał jako efekt refleksji nad profilem magistra kierunku 'matematyka' na UW. Nie jestem pewien, czy przybliża rozwiązanie naszych problemów.