Do materiałów konferencji Idea uniwersytetu u schyłku tysiąclecia, Warszawa 5-6.XII 1996

Samorządność i odpowiedzialność

Głos w dyskusji

 

Stefan Jackowski

Uniwersytet Warszawski

Zasada autonomii uczelni i samorządności społeczności akademickiej jest podstawą obowiązującego w Polsce prawa dotyczącego szkół wyższych. Samorządność akademicka nie jest jednak celem samym w sobie lecz rozwiązaniem ustrojowym, które ma służyć skuteczniejszemu wypełnianiu przez uczelnie ich misji. Nie próbując samodzielnie jej określać przytoczę raz jeszcze dwa zbieżne, choć odległe o przeszło półtora wieku sformułowania:

Pierwsze pochodzi od fundatorów Uniwersytetu Warszawskiego: Uniwersytet ma nie tylko utrzymywać w narodzie nauki i umiejętności w takim stopniu, na jakim już w świecie uczonym stanęły, ale nadto doskonalić je, rozkrzewiać i teorię ich do użytku społeczności zastosowywać. Drugie od prof. L. Kołakowskiego: Uniwersytet jest niejako zinstytucjonalizowaną formą tej właśnie swoiście ludzkiej cechy biologicznej - ciekawości jako samoistnego popędu, zdolności poznawania świata dla samego poznania. Ale uniwersytet jest także, rzecz jasna, ogromem służącym przekazywaniu i ulepszaniu wszystkich technicznych sprawności, od których życie cywilizacji zależy, włączając medycynę, inżynierię, prawo, gospodarkę i rolnictwo. Jest miejscem wiedzy służebnej względem tych sprawności.

Po roku 1989 zniknęły w Polsce polityczne ograniczenia “poznawania świata dla samego poznania”. Natomiast zadanie “nauk i umiejętności...do użytku społeczności zastosowywania” nabrało zupełnie innego sensu niż w minionym ustroju. Przemiany polityczne spowodowały zmianę oczekiwań w stosunku do uczelni. Wolności, które dawniej w nich pielęgnowano stały się po 1989 roku udziałem wszystkich obywateli. Uniwersytety nie znalazły się w awangardzie postępu cywilizacyjnego, natomiast muszą starać się włączać do swej działalności wiele nowych elementów powstających poza ich murami.

Zmiany charakteru zadań uniwersytetów w Polsce u schyłku tysiąclecia mają swoje źródła nie tylko w lokalnych przeobrażeniach politycznych, ale także w zjawiskach o zasięgu globalnym. Podstawowym celem kształcenia staje się przygotowywanie studentów do wykonywania zróżnicowanych zadań a nie wyrabianie u nich perfekcyjnych umiejętności w zakresie jednego zawodu lub dyscypliny wiedzy. Niedawno rzecznik Izby Reprezentantów USA na spotkaniu z prezydentami amerykańskich uniwersytetów wzywał ich do tworzenia programów “lifetime learning”, ułatwiających absolwentom wielokrotne zmiany zawodu. Ten nacisk na przystosowanie do permanentnych zmian jest zapewne związany z rozwijającymi się z niebywałą szybkością technologiami gromadzenia, przetwarzania i przesyłania informacji. Znajdujące się dziś w wielu polskich domach komputery, jeszcze przed dziesięciu laty były objęte ścisłą tajemnicą wojskową.

Społeczności akademickie mogą suwerennie decydować o kształcie szkół wyższych w Polsce, o kierunkach ich przemian. Chociaż w organach kolegialnych dość licznie zasiadają reprezentanci różnych grup pracowników i studentów to szczególna odpowiedzialność za standard działania uczelni spada przede wszystkim na profesurę. Dotyczy to nie tylko poziomu prowadzonych badań naukowych “w takim stopniu, na jakim już w świecie uczonym stanęły”, ale także dostosowania wykształcenia uniwersyteckiego do wyzwań współczesności. W tym kontekście wymieniłbym trzy problemy wymagające pilnie rozważenia i nowych rozwiązań:

· radykalne zwiększenie liczby studentów,

· stworzenie programów interdyscyplinarnych, stanowiących podstawę dla karier wielozawodowych,

· wykorzystywanie i upowszechnianie technologii informatycznej.

Działania muszą być poprzedzone krytyczną analizy dotychczasowej praktyki: zasady organizacji dydaktyki i programy opracowane z myślą o 100 studentach na jednym roku okazują się nieodpowiednie, gdy liczba studentów wzrasta kilkakrotnie; sztywna struktura organizacyjna uczelni podporządkowana dyscyplinom wiedzy utrudnia tworzenie programów interdyscyplinarnych; nawet masowe zakupy komputerów osobistych nie zapewniają rozwoju “kultury informatycznej”.

Wspomniane wyżej problemy są już dostrzegane także z zewnątrz środowiska akademiciego, znajdują odbicie w publicznym obrazie uczelni. Niemal co semestr gazety informują o drastycznych zdarzeniach związanych z masowymi studiami płatnymi; podnoszona jest kwestia relacji między arbitralnie ustalaną wysokością opłat za studia a jakością kształcenia. Alarmujące są doniesienia o nieprawidłowościach w przebiegu egzaminów, wynikających nie tylko z nieuczciwości zdających, ale również z winy uczelni. Pracodawców zaskakuje analfabetyzm informatyczny absolwentów. Raczkujące prywatne szkoły oferują bardziej zróżnicowane programy niż renomowane uniwersytety. Upowszechnia się obraz wielkich państwowych uczelni jako instytucji co prawda zasłużonych, ale wyniosłych, nienowoczesnych, mało sprawnych, wyciągających pieniądze od studentów. Profesorowie bywają postrzegani jako nisko opłacani pracownicy “budżetówki”, chętnie podejmujący rozmaite dodatkowe prace zarobkowe kosztem podstawowych obowiązków.

Niebłahym fragmentem zadań uczelni jest wychowanie studentów do aktywnego życia w którym decydującą rolę będą odgrywać inne wartości i nawyki niż w niedawnych czasach realnego socjalizmu. Uczelnia powinna wychowywać poprzez przykładnie sprawne i nowoczesne działanie oraz wymaganie od studentów odpowiedzialnego, terminowego i uczciwego wypełniania obowiązków.

Zmiana warunków zewnętrznych i rozszerzenie samorządności spowodowało, że rektorzy i dziekani stali się menadżerami dużych organizacji o znacznym stopniu niezależności. W coraz większym stopniu warunki pracy i studiowania oraz wynagrodzenie pracowników zależą od działań władz uczelni. W okresie kształtowania się nowego modelu szkolnictwa wyższego osobom pełniącym funkcje akademickie przypada pionierska rola tworzenia nowych rozwiązań na następne dziesięciolecia. Ważnym zadaniem jest tworzenie nowego modelu interakcji uczelni z otoczeniem politycznym, społecznym i gospodarczym. W nowym ustroju uczelnie stały się działającymi na rynku podmiotami oferującymi pewien szczególny rodzaj usług i konkurującymi z innymi instytucjami o środki z kasy publicznej lub źródeł prywatnych. W odróżnieniu od zarządzania organizacjami gospodarczymi, gdzie “know-how” przenosi się do Polski z krajów o rozwiniętej gospodarce rynkowej, nie istnieją gotowe do przeniesienia kanony zarządzania szkołami wyższymi. Jednak profesjonalizacja zarządzania wszystkimi dziedzinami działalności uczelni, zwłaszcza tych wielkich, jest palącą potrzebą i wielkim wyzwaniem dla ich samorządowego, korporacyjnego ustroju.

Wiele podnoszonych na tej konferencji problemów szkolnictwa wyższego pojawia się od lat w dyskusjach na temat edukacji w Polsce. Czas zastanowić się, dlaczego tak niewiele udaje się rozwiązać, natomiast pewne działania uczelni generują nowe problemy lub pogłębiają stare. Czy za krytykowane na konferencji zjawiska zbyt monotematycznych programów studiów, fragmentacji organizacyjnej uczelni odpowiedzialne są przede wszystkim władze państwowe? W czasie innej konferencji, odbywającej się niedawno w tej samej Sali Senatu UW na apel przewodniczącego Rady Głównej o zwiększenie dotacji na edukację wyższą vice-minister eduakcji narodowej odpowiedział, że mogłoby to być “finansowaniem dysfunkcji”. Jak wyjść z tego zaklętego kręgu, w którym nauczyciele akademiccy mając poczucie deprecjacji ich podstawowego zajęcia odwracają się od macierzystych uczelni ku innym zatrudnieniom, a władze państwowe i potencjalni sponsorzy widząc słabości uczelni nie są skorzy do przeznaczania na naszą działalność dodatkowych środków?

Narzucające się analogie ustroju państwowych uczelni z zakładami pracy, które stały się samorządnymi spółkami pracowniczymi nie sprzyjają wierze, że działając w dotychczasowej formule zdołamy wprowadzić konieczne reformy. Sceptycyzm władz państwowych w tej sprawie znalazł wyraz w projekcie ustawy o wyższych szkołach zawodowych. Zaproponowany w niej nieco odmienny, bardziej “menadżerski” model zarządzania uczelniami w intencji autorów projektu po wypróbowaniu w szkołach zawodowych mógłby zostać przeniesiony na uczelnie akademickie. Czy środowiska akademickie będą czekały aż Parlament i MEN zabiorą się za rozwiązywanie naszych problemów?

Uważam, że nam to po prostu nie przystoi. Samorządność i autonomia, którymi się cieszymy są efektem wieloletnich konsekwentnych starań środowiska akademickiego a to nakłada na nas szczególną odpowiedzialność za to jak posiadaną suwerenność wykorzystujemy. Uważam, że szczególna rola w tworzeniu nowych rozwiązań przypada wielkim uczelniom; reformy w nich opracowane i wdrożone mają duże szanse na propagowanie. Nieliczne przykłady szkół, które podjęły głebokie reformy wnoszą optymistyczny akcent do tych niewesołych rozważań.

Nie ma tu miejsca na opisywanie szczegółowych propozycji. Chciałbym tylko wyrazić przekonanie, że poruszone na obecnej konferencji kwestie powinny stać się przedmiotem wnikliwego zainteresowania decyzyjnych organów akademickich. Sposób w jaki środowisko potraktuje drążące je problemy może mieć wpływ na rozwój lub ustawowe ograniczenie samorządności uczelni w przyszłości.

Co trzeba koniecznie zmienić? Pozbyć się przekonania, że problemy, z którymi się spotykamy są specyficzne dla poszczególnych jednostek a ich głównym źródłem są niskie dotacje. Spróbować wspólnie znajdywać rozwiązania i budować współdziałanie z partnerami zewnętrznymi. Uwolnić się od - cytuję określenie prof. L. Balcerowicza - “kultury lamentu i gawędy”. Podsumowując uwagi o różnych polskich problemach mówi on dalej: “A tu trzeba czynów - rejestracji faktów, diagnozy i terapii. Nie płaczu i wiecznej dyskusji, której nigdy nie sprowadza się do konkretu. (...) Bo ludziom nie pomaga się deklamacjami, tylko mądrymi czynami.”