Esej Paula Grahama
piątek, luty 23, 2007, 07:38 PM
Czy warto być mądrym?
Paul Graham, Luty 2007

Tłumaczenie z http://www.paulgraham.com/wisdom.html

Kilka dni temu w końcu rozgryzłem coś, nad czym zastanawiałem się przez 25 lat: związek pomiędzy mądrością i inteligencją. Po liczbie ludzi błyskotliwych lecz niezbyt mądrych widać, że to nie to samo - niemniej jednak inteligencja i mądrość są powiązane. Jak?

Czym jest mądrość? Rzekłbym, że to rozeznanie, co czynić w wielu sytacjach. Nie zamierzam tu i teraz głęboko dotrzeć do prawdziwej istoty mądrości, a tylko dojść do tego, jak używamy tego słowa. Mądra osoba to taka, która zwykle wie, co należy zrobić.

Czyż jednak bycie sprytnym też nie znaczy: wiedzieć co robić w pewnych sytuacjach? Na przykład, wiedzieć co zrobić gdy w podstawówce nauczyciel zadaje policzyć sumę wszystkich liczb od 1 do 100? [1]

Ktoś powie, że mądrość i inteligencja stosują się do różnych rodzajów problemów - mądrość do spraw ludzkich, a inteligencja do tych abstrakcyjnych. Ale to nie tak. Niekiedy mądrość nie ma nic wspólnego z ludźmi: na przykład, mądrość inżyniera który wie, że pewne struktury są bardziej awaryjne niż inne. I oczywiście osoby inteligentne potrafią znajdować sprytne rowiązania problemów międzyludzkich, tak jak i abstrakcyjnych. [2]

Inne popularne wyjaśnienie głosi, że mądrość pochodzi z doświadczenia, a inteligencja jest wrodzona. Jednakże ludzie nie są mądrzy wprost proporcjonalnie do swojego doświadczenia. Oprócz doświadczenia, jeszcze inne czynniki muszą wpływać na mądrość, i niektóre z nich mogą być wrodzone: refleksyjne usposobienie, dla przykładu.

Żadne z tych konwencjonalnych wyjaśnień różnicy między mądrością a inteligencją nie wytrzymuje głębszej analizy. Na czym zatem polega ta różnica? Jeśli spojrzeć na sposób w jaki używa się słów "mądry" i "inteligentny", wydają się oznaczać różny kształt dokonań.

Krzywa

Zarówno "mądry" jak "inteligentny" wyrażają to, że ktoś wie co robić. Różnica jest taka, że "mądry" oznacza kogoś, kto ma wysoki wynik uśredniony po wszystkich sytuacjach, a "inteligentny" kogoś, kto spektakularnie sobie radzi w niektórych. Gdyby zrobić wykres, na którym oś x oznaczała sytuacje, a oś y rezultat, to wykres osoby mądrej byłby ogólnie wysoko, a wykres osoby inteligentnej miałby wysokie maksima.

To rozróżnienie jest podobne do zasady, że talent powinno się oceniać po jego najlepszych przejawach, a charakter po najgorszych. Z tym, że inteligencje należy oceniać po jej najlepszych przejawach, a mądrość - wg średniej. Tak właśnie są one powiązane: są to dwa sposoby, na jakie ta sama krzywa może być wysoko.

Zatem mądra osoba wie, co czynić w większości sytuacji, podczas gdy inteligentna osoba będzie to wiedzieć w takich, gdzie inni ludzie nie zdołaliby. Powinniśmy dodać jeszcze jedno obostrzenie: ignorujemy przypadki, w których ktoś wie co robić bo zna poufne informacje. [3] Ale poza tym, nie sądze byśmy mogli wyrazić to precyzyjniej bez wchodzenia w błędy.

Zresztą nie potrzebujemy. Jakkolwiek proste, to wyjaśnienie przewiduje, lub chociaż jest zgodne z obiema konwencjonalnymi poglądami o różnicy pomiędzy mądrością oraz inteligencją. Ludzkie problemy są najczęstsze, więc umiejętność ich rozwiązawania jest kluczowa w osiągnięciu wysokiego średniego wyniku. Ponadto wydaje się naturalne, że wysoka średnia zależy głównie od doświadczenia, ale nadzwyczajne maksima mogą być osiągnięte przez ludzi z pewnymi rzadkimi, wrodzonymi zdolnościami; prawie każdy może zostać dobrym pływakiem, lecz by zostać mistrzem olimpijskim w pływaniu potrzeba mieć określoną budowę ciała.

Takie wyjaśnienie jeszcze nasuwa, dlaczego mądrość jest tak ulotnym pojęciem: nie ma takiej rzeczy. "Mądry" coś znaczy - to, że ktoś jest średnio dobry w podejmowaniu włąsciwych wyborów. Ale nadanie nazwy "mądrość" tej spodziewanej zdolności to umożliwiającej nie oznacza, że taka zdolność istnieje. O ile "mądrość" w ogóle coś ma znaczyć, jest to mieszanka różnych cech, takich jak np. zdyscyplinowanie, doświadczenie i empatia. [4]

Podobnie chociaż "inteligentny" coś znaczy, wpędza się w maliny ten, kto szuka pojedynczej rzeczy nazywanej "inteligencja". I jakie by nie były jej składowe, nie wszystkie są wrodzone. Używamy słowa "inteligentny" jako wskazanie bycia zdolnym: osoba inteligentna jest w stanie zrobić rzeczy, których inni by nie potrafili. Wydaje się prawdopodobne, że jest pewna wrodzona predyspozycja do inteligencji (do mądrości też), ale ta predyspozycja nie jest tym samym co inteligencja.

Jednym z powodów tego, że myślimy o inteligencji jako wrodzonej jest to, że ludzie próbując ją mierzyć koncentrowali się na tych jej aspektach, które są najbardziej mierzalne. Rzecz jasna cecha, która jest wrodzona, jest wygodniejsza do badania niż taka, która jest zaburzana przez doświadczenie, i dlatego może zmieniać się w trakcie badań. Problem pojawia się, kiedy naciągamy słowo "inteligencja" na to, co się w ten sposób mierzy. Jeśli się mierzy to, co jest wrodzone, nie mierzy się inteligencji. Trzylatki nie są inteligentne. Jeśli określamy któregoś w ten sposób, jest to skrót myślowy od "bardziej inteligentny niż inne trzylatki".

Podział

Być może jest to tylko szczegół, że predyspozycja do inteligencji to nie to samo co inteligencja. Ale to jest ważny szczegół, ponieważ przypomina, że możemy stawać się bystrzejsi, tak samo jak coraz mądrzejsi.

Niepokojący jest fakt, że może nam przyjść wybierać między tymi dwoma.

Skoro mądrość i inteligencja są średnią i maksimami tego samej wykresu, to zbiegają do siebie, gdy liczba punktów wykresu zmniejsza się. Jeśli jest tylko jeden punkt, są identyczne: średnia i maksimum są takie same. Odwrotnie, gdy liczba punktów wzrasta, mądrość i inteligencja oddalają się. A z czasem liczba punktów na wykresie zdaje się wzrastać: nasza zdolność jest wypróbowywana w coraz to szerszym zakresie sytuacji.

W czasach Konfucjusza i Sokratesa, ludzie zapewne postrzegali mądrość, uczenie i inteligencje jako coś bardziej zbliżonego do siebie, niż my obecnie. Rozróżnienie pomiędzy "mądry" i "inteligentny" jest współczesnym zwyczajem. [5] Jest tak, ponieważ te pojęcia się rozbiegały. W miarę jak wiedza staje się wyspecjalizowana, coraz więcej jest punktów na wykresie, a rozróżnienie pomiędzy maksymami i średnimi staje się wyraźniejsze, tak jak obraz cyfrowy w coraz lepszej rozdzielczości.

W konsekwencji niektóre z dawnych recept mogły się zdeaktualizować. Conajmniej trzeba cofnąć się i przyjrzeć, czy były to recepty na mądrość, czy inteligencję. Ale najbardziej uderzająca zmiana, z powodu rozejścia się inteligencji i mądrości, jest taka, że możemy być zmuszeni do wyboru, którą prefereujemy. Możliwe, że nie będziemy w stanie optymalizować obu tych cech naraz.

Społeczeństwo raczej wybrało inteligencję. Nie podziwiamy już mędrca - nie w tym stopniu, co ludzie przed dwoma tysiącami lat. Teraz podziwiamy geniusza. W rzeczy samej, rozróżnienie od którego wyszliśmy ma raczej brutalną odwrotoność: tak jak można być bystrym bez bycia bardzo mądrym, tak i można być mądrym bez bycia bardzo bystrym. To nie brzmi specjalnie godnie podziwu. Taki James Bond, wie co robić w wielu sytuacjach, ale w kwestiach matematyki zdaje się na pana Q.

Inteligencja i mądrość oczywiście nie wykluczają się wzajemnie. Prawdę mówiąc, wysoka średnia może ułatwić wysokie maksima. Lecz są powody by wierzyć że w pewnym momencie trzeba wybrać pomiędzy nimi. Jeden to przykład bardzo bystrych ludzi, którzy są często niemądrzy - w kulturze popularnej taki obraz obecnie występuje to jako reguła, raczej niż wyjątek. Być może nierozgarnięty profesor jest mądry na swój sposób, lub mądrzejszty niż się wydaje, ale nie jest mądry w takim sensie, w jakim Konfucjusz lub Sokrates chcieli by ludzie byli. [6]

Nowość

Dla Konfucjusza i Sokratesa mądrośc, cnota i szczęście były koniecznie związane ze sobą. Człowiek mądry był kimś, kto wiedział, który wybór jest właściwy i zawsze go podejmował; właściwy wybór to taki, który jest moralnie właściwy; a zatem był zawsze szczęśliwy, wiedząc, że uczynił najlepsze, co mógł. Nie przypominam sobie zbyt wielu starożytnych filozofów, którzy by się z tym w gruncie rzeczy nie zgodzili.

"Człowiek szlachetny jest zawsze szczęśliwy; prostak smutny" - powiedział Konfucjusz. [7]

Tymczasem pare lat temu przeczytałem wywiad z matematykiem, który powiedział, że większość nocy kładł się spać niezadowolony, z poczuciem niewystarczającego postępu. [8] Chińskie i greckie słowa, które tłumaczymy jako "szczęśliwy" nie całkiem znaczyły to samo co my przez nie rozumiemy, lecz zbliżone są na tyle, że ta wzmianka im zaprzecza.

Czy matematyk jest prostakiem ponieważ jest niezadowolony? Nie; po prostu pracuje w sposób, który nie był zbyt popularny za czasów Konfucjusza.

Ludzka wiedza przyrasta jakby fraktalnie. Od czasu do czasu, coś co wydawało się małym i nieinteresującym zagadnieniem - nawet błąd pomiaru - okazuje się po bliższym zbadaniu mieścić w sobie tyle, co cała wiedza do tej pory. Sporo z tych fraktalnych pączków, które wybuchły od starożytności, wiązały się z wynajdowaniem i odkrywaniem nowych rzeczy. Na przykład matematyka, kiedyś to było coś, czym garstka ludzi zajmowała się po godzinach - dzisiaj jest to kariera dla tysięcy ludzi. A w zajęciach które wiążą się z tworzeniem nowych rzeczy, pewne stare zasady nie sprawdzają się.

Ostatnio spędziłem trochę czasu doradzając ludziom, i w tym starożytna zasada się sprawdza: spróbuj zrozumieć sytuację najlepiej jak potrafisz, daj najlepszą radę na jaką cię stać z twoim doświadczeniem, a potem się nie martw, wiedząc że uczyniłeś najlepisze co mogłeś. Lecz nie mam nic z tej pogody ducha gdy piszę esej. Martwie się - co będzie jeśli skończą mi się pomysły? A gdy piszę, cztery na pięć nocy kładę się spać nieukontentowany, z poczuciem nie zrobienia tyle, ile trzeba.

Doradzanie ludziom i pisanie są fundamentalnie różnymi rodzajami pracy. Gdy ludzie przychodzą z problemem i trzeba rozgryźć, co najlepiej zrobić, nie trzeba nic wynaleźć (zazwyczaj). Po prostu rozważamy alternatywy i osądzamy, który z wyborów jest najroztropniejszy. Lecz roztropność nie powie mi, jakie napisać następne zdanie. Przestrzeń przeszukiwań jest zbyt wielka.

Ktoś taki jak sędzia lub oficer wojskowy będzie przez większość pracy prowadzony przez obowiązki, lecz obowiązki nie poprowadzą do tworzenia rzeczy. Twórcy potrzebują czegoś bardziej niepewnego: inspiracji. I tak jak większość ludzi którzy prowadzą niepewny byt, raczej są zaniepokojeni niż spokojni. Pod tym względem są jak prostak z czasów Konfucjusza, wciąż z widmem głodu przy jednych złych plonach (lub rządzących). Tylko zamiast być na łasce pogody i urzędników, są na łasce swojej własnej wyobraźni.

Granice

Ulżyło mi, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że bycie utyskującym może być OK. Pogląd, że osoba sukcesu powinna być szczęśliwa ma za sobą tysiąclecia. Choćbym był trochę niezły, to dlaczego nie miałem tej łatwej pewności siebie jaka powinna charakteryzować zwycięzców? Lecz to jest, teraz sądzę, jak biegacz pytający "skoro jestem takim dobrym atletą, dlaczego czuję się aż tak zmęczony?". Świetni biegacze mimo wszystko czują zmęczenie; po prostu zaczynają je odczuwać przy wyższych prędkościach.

Ludzie pracujący nad wynajdowaniem lub odkrywaniem rzeczy są jak ten biegacz. Nie mają szans na czynienie najlepiej co potrafią, ponieważ nie istnieje granica tego co mogą zrobić. Najlepsze co można zrobić to porównywać się z innymi ludźmi. Lecz im lepiej komuś w tym idzie, tym mniej to jest ważne. Student, któremu uda się coś opublikować może się czuć jak gwiazda. Ale dla kogoś ze szczytów dziedziny, jak przetestować to, czym idzie dobrze? Biegacze to przynajmniej mogą porównać się z innymi, którzy uprawiają taką samą dyscyplinę; po wygraniu medalu olimpijskiego można być w miarę zadowolonym, choć można było pobiec nieco szybciej. Lecz co ma zrobić autor literatury pięknej?

Gdzie tylko praca jest tego rodzaju, że przedstawiane są pewne problemy i trzeba wybrać pomiędzy różnymi alternatywami, tam jest ograniczenie górne na wydajność: wybór najlepszej za każdym razem. W starożytnych społeczeństwach niemal cała praca należała do tego rodzaju. Wieśniak musiał zdecydować, czy łachman był wart cerowania, a król czy najechać sąsiada, lecz nikt nie spodziewał się po nich by coś wynajdywali. W zasadzie mogliby; król mógłby wynaleźć broń palną, a potem zaatakować sąsiada. W praktyce jednak innowacje były tak rzadkie, że nikt ich nie spodziewał, nie więcej niż bramkarze mają za zadanie strzelać bramki. [9] W praktyce wyglądało to tak, jakby w każdej sytuacji zawsze istniała właściwa decyzja, i jeśli się takie właśnie podejmowało, to pracę uznawało się za perfekcyjnie wykonywaną, tak jak bramkarz, który tylko broni przed utratą bramki jest doskonałym bramkarzem.

W tamtym świecie, mądrość wydawała się być najdonioślejsza [10]. Nawet teraz większość ludzi pracuje tak, że problemy są stawiane przed nimi, a oni muszą wybrać najlepszą alternatywę. Lecz w miarę jak wiedza stała się coraz bardziej wyspecjalizowana, jest coraz więcej rodzajów pracy w której ludzie muszą tworzyć nowe rzeczy, i w których osiągnięcia są przez to nieograniczone. Inteligencja jest coraz ważniejsza od mądrości, ponieważ jest więcej miejsca na maksima.

Recepty

Kolejnym znakiem potwierdzającym to, że możemy być zmuszeni do wyboru pomiędzy inteligencją i mądrością jest to, jak różne są recepty na nie. Mądrość zdaje się być głównie wynikiem wyleczenia z dziecinnych przymiotów, a inteligencja ich pielęgnowania.

Przepisy na mądrość, zwłaszcza te starożytne, mają zwykle charakter zaradczy. By osiągnąć mądrość, trzeba wychodząc z dzieciństwa zrzucić z siebie wszystkie śmieci które wypełniają głowę, zostawiając tylko ważne rzeczy. Zarówno samokontrala jak i doświadczenie posiadają ten efekt: wyeliminowanie przypadkowych odchyleń pochodzących z własnej natury i warunków dorastania. Nie jest to cała mądrość, ale jest to duża jej część. Wiele z tego co w głowie mędrca, jest też w głowie każdego dwunastolatka. Różnica polega na tym, że w głowie tego drugiego jest to wymieszane z mnóstwem przypadkowych rupieci.

Droga ku inteligencji wydaje się przebiegać przez pracę nad trudnymi problemami. Inteligencję rozwija się tak jak mięśnie - przez ćwiczenia. Lecz tu nie może być zbyt wiele przymusu. Żadna ilość dyscypliny nie zastąpi szczerej ciekawości. Dlatego doskonalenie inteligencji wydaje się być sprawą zidentyifkowania pewnego odchylenia - tendencji do interesowania się określonymi typami rzeczy - i kształcenia jej. Zamiast zacierać swe idiosynkrazje w celu zostania neutralnym powiernikiem prawdy, trzeba jakąś wybrać i spróbować wyhodować od sadzonki do drzewa.

Mędrcy są wszyscy bardzo podobni w swej mądrości, ale badzo inteligentni ludzie bywają inteligentni na różnorakie sposoby.

Większość naszych tradycji szkolnictwa nastawiona jest na mądrość. Pewnie dlatego jeden z powodów, dla których szkoły źle działają jest to, że próbują wzbudzić inteligencję metodami przeznaczonymi dla mądrości. Większość przepisów na mądrość zawiera w sobie element podległości. W najlepszym razie, masz za zadanie zrobić to co nauczyciel mówi. Radykalniejsze metody obejmują zniszczenie indywidualności ucznia w ten sposób co zasadnicza służba wojskowa. Ale nie tędy droga do inteligencji. O ile mądrość wiąże się z pokorą, to w rozwijaniu inteligencji może właśnie pomóc przesadnie dobra opinia o własnych zdolnościach, ponieważ to zachęca do pracy. Najlepiej aż do momentu, w którym okazuje się jak bardzo przesadziliśmy.

(Powodem dla którego trudno jest nauczyć się nowych umiejętności późno w życiu jest nie tylko to, że mózg jest mniej podatny. Inną, prawdopodobnie jeszcze gorszą przeszkodą jest posiadanie wyższych standardów.)

Zdaję sobie sprawę, że wchodzimy na niebezpieczny grunt. Nie proponuję, aby pierwszorzędnym celem szkolnictwa miało być zwiększanie studentom poczucia własnej wartości. To po prostu by sprowadziło lenistwo. A poza tym, dzieci by się na to nie nabrały, nie te bystre. Już w młodym wieku wiedzą, że zawody w których wszyscy wygrywają to oszustwo.

Nauczyciel stąpa po wąskiej ścieżce: chce zachęcić dzieci do wyjścia z własnymi pomysłami, ale nie może po prostu oklaskiwać wszystkiego co stworzą. Trzeba być dobrym odbiorcą: deceniającym, lecz niezbyt łatwo zachwycającym się. A to trudne zadanie. Trzeba mieć niezłe pojęcie o zdolnościach dzieci w różnym wieku, żeby wiedzieć kiedy okazać zdumienie.

To jest przeciwieństwo tradycyjnych podejść do szkolnictwa. Tradycyjnie, to uczeń jest słuchaczem, nie nauczyciel; zadaniem ucznie jest nie wynajdywać, lecz by przyswoić pewien odmierzony zakres materiału. (Określenie "recitation" na ćwiczenia na niektórych uczelniach jest tego skamieniałością). Kłopot z tymi starymi tradycjami jest taki, że są zbyt naleciałe przez recepty na mądrość.

Różne

Celowo zatytułowałem ten esej prowokacyjnie; oczywiście, że warto być mądrym. Niemniej uważam, że ważnym jest, by zrozumieć relację pomiędzy inteligencją i mądrościa, a w szczególności to co je rozdziela. Dzięki temu można uniknąć stosowania do inteligencji reguł i wzorców, które w rzeczywistości przeznaczone są dla mądroście. Owe dwa sposoby "wiedzy, co czynić" są różniejsze niż większość ludzi zdaje sobie sprawę. Ścieżka ku mądrości wiedzie przez zdyscyplinowanie, a ścieżka ku inteligencji przez starannie dobraną samopobłażliwość. Mądrość jest uniwersalna, a inteligencja idosynkratyczna. O ile mądrość przynosi uspokojenie, inteligencja większość czasu prowadzi do niezaspokojenia.

To jedno jest szczególnie warte zapamiętania. Mój znajomy, fizyk, ostatnio wyjawił mi, że pół jego wydziału zażywa Prozac. Przypuszczalnie gdybyśmy przyjęli do wiadomości, że trochę frustracji jest nieuniknione w pewnych rodzajach pracy, moglibyśmy ograniczyć jej efekty. Być może da się ją zapakować i odłożyć od czasu do czasu, zamiast upłynniać ją wraz z codziennymi smutkami by rozpłynęła się w niepokojąco wielkiej kałuży. W najgorszym razie, możemy unikać bycia niezadowolonymi z powodu bycia niezadowolonymi.

Jeśli czujesz się wyczerpany, niekoniecznie jest coś złego z tobą. Może po prostu szybko biegniesz.


Przypisy

[1] Według anegdoty, Gauss dostał to zadanie gdy miał 10 lat. Zamiast w pocie czoła dodawać te liczby jak inni uczniowie, zauważył że się składały z 50 par sumujących się do 101 (100 + 1, 99 + 2, itp), i można po prostu pomnożyć 101 przez 50 by dostać odpowiedź, 5050.

[2] Inny wariant jest taki, że inteligencja to zdolność do rozwiązywania problemów, a mądrość to umiejętność oceny, jak używać tych rozwiązań. O ile jest to z pewnością ważny związek pomiędzy mądrością i inteligencją, nie jest to różnica pomiędzy nimi. Mądrość przydaje się też w rozwiązywaniu problemów, a inteligencja może pomóc zdecydować, co zrobić z tymi rozwiązaniami.

[3] Oceniając inteligencję oraz mądrość trzeba wyeliminować pewną wiedzę. Ktoś kto zna kombinację do sejfu łatwiej otworzy go niż ten kto nie zna, ale każdy zgodzi się że to żaden test na inteligencję ani na mądrość.

Lecz wiedza nakłada się z mądrością i zapewne też z inteligencją. Wiedza o ludzkiej naturze jest z pewnością częścią mądrości. Gdzie zatem postawić kreskę?

Przypuszczalnie rozwiązaniem jest nie liczyć wiedzy, która w pewnym punkcie wykazuje ostry spadek użyteczności. Na przykład, znajomość francuskiego przydaje się w wielu sytuacjach, lecz jej wartość znika gdy nikt inny nie zna francuskiego. Podczas gdy wartość zrozumienia próżności ubywałaby raczej stopniowo.

Wiedza, której użyteczność spada szybko jest takiego rodzaju, że ma słabe powiązania z resztą wiedzy. To obejmuje zwykłe konwencje, jak języki i kombinacje do sejfów, a także to co nazywamy "przypadkowymi" faktami, jak daty urodzenia gwiazd filmowych, lub jak rozróżnić samochody Studebaker z rocznika 1956 od 1957.

[4] Ci którzy szukają pojedynczej rzeczy nazwanej "mądrość" padli ofiarą gramatyki. Mądrość to tyle, co rozeznanie właściwych uczynków, i istnieje sto i jeden różnych cech które w tym się przydają. Niektóre, jak bezinteresowność, mogą brać się z medytacji w pustym pokoju, a inne, jak wiedza o ludzkiej naturze, mogą pochodzić z uczestnictwa w pijackich imprezach.

Być może uświadomienie sobie tego pomoże rozwiać chmurę na poły świętej tajemnicy, która otacza mądrość w oczach wielu ludzi. Tajemnica pochodzi głównie ze spoglądania na coś, co nie istnieje. A powodem, dla którego w historii było taki wiele różnych szkół myślowych o tym, jak osiągnąć mądrość, jest to że skupiały się na różnych składowych mądrości.

W tym eseju, używając słowa "mądrość" mam na mysli nic więcej niż jakikolwiek zestaw właściwości, które wspomagają ludzi w podejmowaniu właściwych decyzji w szerokim zakresie sytuacji.

[5] Nawet w angielskim, nasze postrzeganie słowa "inteligence" jest zaskakująco niedawne. Poprzedniki, tacy jak "understanding" zdają się mieć szersze znaczenie.

[6] Oczywiście jest spora niepewność, jak bardzo wzmianki przypisywane Konfucjuszowi i Sokratesowi przypominają ich rzeczywiste opinie. Używam tych słów tak jak używamy imienia "Homer", mając na myśli hipotetycznych ludzi którzy powiedzili rzeczy im przypisywane.

[7] Analects VII:36, Fung trans. (Dialogi Konfucjańskie)
Niektórzy tłumacze używają "calm" zamiast "happy" [a niektórzy "at ease" - MS]. Jedną z przyczyn trudności jest to, że dzisiejsi anglosasi mają różną koncepcję szczęścia od wielu starszych społeczeństw. Pewnie każdy język ma słowo na oznaczenie "jak ktoś się czuje kiedy sprawy idą dobrze", lecz w różnych kulturach inaczej się reaguje, gdy sprawy idą dobrze. My zachowujemy się jak dzieci, uśmiechając się i ze śmiechem. Lecz w nieco bardziej powściągliwym społeczeństwie, lub w takim gdzie życie było cięższe, reakcją mógłoby by być ciche zadowolenie.

[8] To mógł być Andrew Wiles, ale nie jestem pewien. Jeśli ktoś pamięta taki wywiad, chętnie o tym usłyszę.

[9] Konfucjusz z dumą chwalił się, że nigdy nie wynalazł niczego - że tylko przekazywał wiernie starożytne tradycje [Analects VII:1] Trudno dziś nam docenić jak ważnym obowiązkiem dla pre-piśmiennych społeczeństw było pamiętanie i przekazywanie nabytej wiedzy grupy. Nawet w czasach Konfucjusza wyglądało to na pierwszy obowiązek uczonego.

[10] Inklinacja do mądrości w starożytnej filozofii może być przesadzona z tego powodu, że zarówno w Grecji jak i w Chinach wielu filozofów (w tym Konfucjusz i Plato) widziało się jako nauczycieli rządców, i dlatego nieproporcjonalnie wiele poświęcali takim sprawom. Tych kilka osób które zajmowało się tworzeniem, jak pieśniarze, wydawało się nieistotnym zjawiskiem, które można było zignorować.

Podziękowania dla Trevora Blackwelle, Sarah Harlin, Jessici Livingston, i Roberta Morrisa za czytanie szkicu originału tego eseju.